Obiad w groszki

Jak mówią mądrzy ludzie, każdy koniec jest początkiem… Tak więc koniec szparagów jest początkiem groszku i ciągłość bazarkowego szczęścia zostaje podtrzymana. Mądra ta natura.

Mój sposób na groszek? Zblanszować na maśle klarowanym z odrobiną soli.  Pyszny z ryżem, albo z młodymi ziemniakami i ziołami, albo z pieczonymi pomidorami i czosnkiem…  ze wszystkim w zasadzie.

Moja propozycja: z kalafiorem (nie musi być fioletowy, zdaję sobie sprawę, że nie każdy może wpaść do pana Ziółko. Niektórzy na przykład PRACUJĄ. Jednak fioletowy z zielonym wygląda PRZEPIĘKNIE – dowód:Groszek z kalafiorem

), cieciorką i serem pecorino.

Składniki na 1 osobę:

Miseczka groszku w strączkach

Garść cieciorki (pisałam już kiedyś o gotowaniu cieciorki, ale nie umiem zamieszczać linków do siebie samej . A jak komuś się nie chce bawić, może być ze słoika, do kupienia w każdej zdrowej żywności i bez konserwantów)

1/3 kalafiora

Łyżka masła klarowanego

Szczypta soli

Pieprz do smaku

Ew. oliwa

Kalafiora dzielimy na małe części i gotujemy na parze aż trochę zmięknie (jakieś 10-15 minut). W tym czasie myjemy groszek, wyjmujemy ze strączków obcinając końcówkę i (jak ma), łyko i wszystko razem wrzucamy na rozgrzane na patelni masło klarowane. Solimy i blanszujemy kilka minut aż się przyrumienią strąki, dorzucamy ugotowanego kalafiora i ciecierzycę. Czas na pieprz do smaku, ewentualnie trochę oliwy. Posypujemy pokrojonym albo grubo startym pecorino. Mniam.

PS. Jak ktoś  nie je nabiału, można zamiast pecorino posypać koperkiem. To się zresztą tyczy wszystkich potraw świata, nie ma takiej rzeczy, która nie byłaby smaczniejsza z koperkiem. Howgh.Groszek z kalafiorem i cieciorką

Sałatka z młodymi ziemniakami i serem solankowym

Postanowiłam podzielić się ze światem daniem, które jem codziennie od dwóch tygodni i jeszcze mi się nie znudziło, ba! – ze strachem myślę o zbliżającym się turnusie w nadmorskiej Jagodzie, gdzie będę zmuszona je zamienić na schaboszczaki i fasolki po bretońsku.  Podobnie jak wiele innych genialnych (nie bójmy się tego słowa) wynalazków powstało zupełnym przypadkiem. Po prostu wszystkie składniki akurat były w zasięgu ręki jak byłam wściekle głodna.

Podczas ostatniego mojego tłumaczenia w Poznaniu  trafiłam do Lidla i odkryłam fantastyczny produkt. Nazywa się Greek Style Salad Cheese, czyli nic innego jak ser solankowy wytwarzany tak jak feta, tylko że nie może nazywać się feta, bo jest z mleka krowiego, no i feta jest nazwą zastrzeżoną dla serów greckich. Kosztuje całe 5 złotych za 250 g i jest najsmaczniejszym serem solankowym, jaki w życiu jadłam. IMG_0792

Mój organizm domaga się go bezustannie (lubię uważać, że to naturalna reakcja na upał, ale w chwilach samokrytyki dopuszczam myśl, że to jednak łakomstwo)  i niewykluczone, że w końcu wykupię cały zapas. Nie muszę chyba dodawać, że zostałam najwierniejszą klientką Lidla, bo miałam się już ku nim bo po pstrągu łososiowym i winku des Moines.  A konkurencja jest spora.

No więc wcinam ten ser non-stop (zabiałczając sobie nieubłaganie organizm, tak, wiem), stąd jego miejsce w poniższym daniu. Reszta – zupełny przypadek. Ale jakże trafiony!

Składniki

Składniki na 1 osobę:

100 g sera solankowego

Garść ugotowanych młodych ziemniaków – jak jest gorąco polecam gotowanie na parze – najmniej dogrzewa termicznie produkty

Dojrzały pomidor

Garść listków bazylii (tu akurat występuje czerwona, ale nie ma znaczenia)

Garść malin

Oliwa

Pieprz do smaku. Sól można sobie darować, bo ser solankowy jest dość słony.

Kroimy

No co tu dużo gadać. Ser, pomidora i bazylię pokroić, wszystko razem pomieszać  z malinami i ziemniakami, polać oliwą i posypać pieprzem.  Niebo w gębie. If I say so myself.Sałatka sezonowa

PS. Któregoś dnia z braku malin wykonałam wersję bardziej wytrawną z czarnymi suszonymi oliwkami i też było pysznie.

Turbot z patelni z natką i lubczykiem + brokuły ze szpinakiem

To danie wpisuje się idealnie w tezę mojej babci Irenki, że jak z patelni to tylko z masłem, a w ogóle to inaczej niż z patelni nie jest smacznie.  Z reguły nie jestem tak radykalna, i kiedy się da staram się zamienić patelnię na piekarnik, jednak dla delikatnych białych ryb po prostu nie ma innej opcji niż smażenie na maśle. I już.

Składniki dla 2 osób:

Tuszka z turbota (może też być gładzica albo flądra) bez skórki

Jeśli nasza tuszka ma skórkę najpierw wrzucamy ją na kilka minut na gorącą parę, po czym luźną już skórkę zsuwamy delikatnie nożem, żeby nie naruszyć mięsa.

30 dkg szpinaku

Kilka różyczek brokuła

Garść liści natki pietruszki

Garść liści lubczyka

Masło klarowane

Kilka ząbków czosnku

Świeżo mielony pieprz

Sól

Turbota nacieramy świeżo zmielonym pieprzem i odrobiną soli (można sosem sojowym zamiast) i odkładamy na chwilę. Umyty i wysuszony szpinak kroimy na kilkucentymetrowe kawałki. Brokuła też kroimy na dość drobne kawałki. Czosnek kroimy na plasterki i połowę tychże wrzucamy na rozgrzane na patelni masło klarowane. Czekamy aż się przyrumieni i zacznie pachnieć jak u włoskiej mammy i dorzucamy szpinak i brokuła.  Mieszamy, solimy i pieprzymy do smaku i dusimy pod przykryciem 5 minut. W tym czasie drobno siekamy natkę i lubczyk. Przekładamy szpinak i brokuły na talerz i w czasie jak sobie stygnie na szybkości znowu rozgrzewamy na patelni masło klarowane nie skąpiąc go żeby na m się rybka nie przypaliła, wrzucamy na nie zioła i czosnek, mieszamy i kładziemy rybę bez skóry. DSC02345

Smażymy pod przykryciem na dość dużym ogniu jakieś trzy minuty (jak duża ryba to dłużej, naturellement), przerzucamy na drugą stronę, i znowu. Przekładamy na talerz ze szpinakiem i brokułem i mamy nie dość, że niebo w gębie, i że zdrowe, to jeszcze idealnie pięcioprzemianowe: ryba –woda: smak słony, masło – ziemia: smak słodki, lubczyk – metal: smak ostry,  natka – drzewo: smak kwaśny, i ogień na którym smażymy ,spinający całość; i to z lubczykiem, któremu od dawien dawna przypisuje się wszelakie cudowne właściwości, chociażby takie, że „wielkie i znamienite skutki czyni w małżeństwie, roztyrki i niezgody w nim równa”. (Tylko w tym celu trzeba go wykopać 1 paździenika o szóstej rano. Serio mówię.)

Do tego kieliszek przepysznego winka Buzet, które jest sto razy lepsze niż wszystkie, które kiedykolwiek miałam przyjemność pić w Mielżyńskim,  a pochodzi prosto z Carrefoura i stanowi moje osobiste odkrycie roku, i mamy idealne danie na lekką kolację w piękny majowy wieczór na tarasie. A jeśli mamy bliskoterminowe plany względem osoby, z którą ją spożywamy, np. chcemy roztyrki wszelkie wyrównać, możemy wrzucić więcej lubczyka 🙂 Turbot

Szparagi w dwóch opcjach

Nareszcie, enfin, finalmente! Wiosna dotarła, drzewa stoją kwieciem, a pan Mirek powrócił na bazarek, a wraz z nim szpinak, rzodkiewki, sałaty i SZPARAGI. W sumie „powrócił” to niedokładnie prawda, bo bywał zimową porą, ale jego asortyment oscylował między marchewą, burakiem, selerem i kartoflem, i w końcu miałam dość. Stąd też długa cisza, ale I’m BACK! With a vengeance! SZPARAGI!

Oczywiście, trzeba uważać na nowalijki, to wszystko prawda, zwłaszcza po takiej kosmicznej zimie, jaka za nami, jest duża szansa, że to, co już się pojawiło, zostało wyhodowane na końskiej dawce wspomagającego syfu, dlatego lepiej kupować u swoich, albo w sklepach eko. Przynajmniej jeszcze przez chwilę. Do „swoich” zaliczam pana Mirka, ale też pojutrze w Fortecy będzie pan Ziółko (ostatnio częściej Ziółko Junior, przemiły młodzieniec – a propos, jak ktoś już tam będzie, koniecznie niech zajrzy na stoisko dziewczyn z Ecomania, mają fantastyczne pomidory z Sycylii, i pyszne awokado, i wcale nie po cenach zwykle kojarzonych z produktami ekologicznymi)

Opcja na ciepło: szparagi z masłem klarowanym i parmezanem/pecorino

Ugotowanie szparagów to prostość.  Zielonego szparaga (z białymi jest inaczej, bo trzeba je jeszcze obrać) łamiemy. Tam, gdzie się złamał, część włóknista przechodzi w niewłóknistą . Cześć z czubkiem myjemy (uwaga, w koronie lubią siedzieć kilogramy piasku) , cześć pozostałą  albo wyrzucamy, albo obieramy nożem trochę jak nóżkę (czy jak to się tam nazywa, głąb??) brokuła –  w środku jest ok. Czubki myjemy i gotujemy do momentu aż się zrobią w miarę miękkie w osolonej wodzie (w zależności od grubości  ok. 10-15 minut), albo jak ja – na parze (15-20 minut).

Podajemy z masłem klarowanym i parmezanem – tartym na drobno lub w plastry. Jeśli ktoś jak ja woli twarde sery owcze, zamiast parmezanu polecam pecorino, pyszne w Piccola Italia.Szparagi z pecorino

Opcja na zimno: sałatka ze szparagów, rzodkiewek, brokułów i ziemniaków z koperkiem i pestkami słonecznika

Znowu prostość, a jaka pyszność:  ziemniaki, szparagi i brokuły gotujemy i studzimy (jeżeli wszystko razem na parze, to brokuły i szparagi dorzucamy 15 minut po pokrojonych w ćwiartkę ziemniakach).  Rzodkiewki kroimy na ćwiartki i wszystko razem w równych proporcjach wrzucamy do miski, mieszamy, polewamy ulubioną oliwą (moja ostatnia zdobycz – truflowa!) i posypujemy świeżym koperkiem i prażonym słonecznikiem. Sałatka ze szparagami

A do tego słodkie Monbazillac. Goście z Francji, którzy nam je niedawno przywieźli,  padliby na zawał ( bo że niby tylko do deserów i serów, i to też nie wszystkich, ale nie bądźmy niewolnikami skostniałych konwencji).

Po takiej uczcie szparagowej jestem zaiste KONTENTA. A nawet jeszcze nie weszły młode ziemniaki 🙂

Smacznego!

Wiosenne oczyszczanie wątroby – orkisz

Dziś drugi dzień monodiety orkiszowej i zaczynam odczuwać zmiany nastroju. Przez wczoraj oboje z Łukaszem przeszliśmy triumfalnie z kpiącym uśmieszkiem („phi, co to dla nas”),  ale dzisiaj, mimo że wyspani jak nigdy (wczoraj kima o 21, żeby nie myśleć o żarciu –  po raz pierwszy w życiu olałam zaproszenie na pokaz mody), już zaobserwowaliśmy na sobie pierwsze oznaki podupadania na duchu. Oczywiście będzie tylko gorzej, aż piątego-szóstego dnia nastąpi kryzys, przejawiający się permanentnym wkurzeniem (PMS do potęgi milion) oraz osłabieniem fizycznym oscylującym między lekkimi bólami głowy i zmęczeniem a autentycznym słanianiem się na nogach, po to, by następnie organizm przeszedł w fazę pożądanego oczyszczania i zaczął sobie świetnie radzić bez zewnętrznych wspomagaczy. Po dniu 7 jest już gites, i oprócz tego że człowiek nie może patrzeć już na orkisz, rzecz jasna, i marzy o czymkolwiek innym – marchewka nagle staję się synonimem rozkoszy kulinarnej, to rzeczywiście tryska energią i zdrowiem. I ładnie wygląda. I wreszcie czuje, że przetrawił to, co zjadł w Boże Narodzenie. A po całym oczyszczeniu, oprócz oczywistej ulgi, ma jeszcze satysfakcjonującą świadomość, że jego wątroba jest czysta jak u niemowlęcia. Niezależnie od tego, co z nią wyprawiał przez ostatnie 11 miesięcy…  No, ale dziś dzień drugi, więc jeszcze będzie gorzej zanim będzie lepiej.

Jeśli kogoś zachęciły moje entuzjastyczne  opowieści, zapraszam do dołączania się. Zaczyna się wiosna, przemiana drzewa, czas wątroby i pęcherzyka żółciowego.  Przemiana drzewa to również smak kwaśny, do którego zalicza się orkisz, a wszystko to razem sprawia, że akurat teraz dobrze jest dać odpocząć naszej biednej zaharowanej wątrobie.

Potrzebne będzie dużo orkiszu (w postaci niełuszczonych ziaren, nie kaszy), dużo ciepłej wody  i ziółka. Dieta polega na tym, że przez 3 do 14 dni jemy 3 razy dziennie sam orkisz, długo gotowany bez soli, a wcześniej jeszcze dłużej moczony, najlepiej całą noc, i pijemy wodę i ziółka. Orkiszu jemy ile chcemy, a co do ziółek, to opinie są różne. Spotkałam się z zaleceniem, by podczas kuracji orkiszowej pić wyłącznie napar z natki pietruszki  i sok z brzozy, ale dr Romanowska, która jest dla mnie autorytetem w dziedzinie ziół, powiedziała mi, żebym piła to, co lubię, byle nie za dużo i byle nie było wychładzające. Czyli mięta odpada. Tak więc ja piję: pokrzywę, ziele karczocha, kwiat nagietka, kwiat ślazu, skrzyp i krwawnik, a jak już mnie bardzo przyciśnie, słabą zieloną herbatę.

Niezależnie od tego, jak długo dni postanowimy jeść sam orkisz, tyle samo dni trzeba potem z tego orkiszu powoli wychodzić: stopniowo dodając do orkiszu lekkostrawne produkty, pozostając na diecie wegańskiej.

A tych, którzy nie mają ochoty na orkiszowe hardkory, zachęcam do tego, żeby zaczęli włączać do jadłospisu produkty z przemiany drzewa takie jak natka pietruszki, kiełki, kiszonki  –  bądźcie dobrzy dla swoich wątrób na wiosnę!Orkisz

 

 

Sałatka z jajem

Jak wiemy z różnych mądrych źródeł, konsument ceniący sobie smukła sylwetkę i sprawny układ trawienny powinien do perfekcji mieć opanowane niełączenie białka z węglowodanami.  Wszystko fajnie jeśli chodzi o węglowodany, ale po posiłkach białkowych nie wiem jak wy, ale ja jestem natychmiast głodna.  Jednak metodą prób i błędów udało mi się znaleźć danie, które nie tylko spełnia to założenie i się nim najadam, ale jeszcze mi rzeczywiście smakuje. Tym razem skusiła mnie bardzo niesezonowa cukinia (wytłumaczyłam sobie, że podgrzana czosnkiem, czarnuszką i ziołami już jest jakby ok), ale można ją zastąpić marchewką.

Składniki na dwie osoby:

3 jajka

Kilka liści kapusty pekińskiej

1 mały por

1 mała cukinia

4 ząbki czosnku

Miseczka pestek słonecznika

½ łyżeczki czarnuszki

Suszone oregano

Suszona bazylia

Świeża szałwia

Olej sezamowy

Balsamico

Musztarda

Wszystkie świeże składniki myjemy, cukinię porządnie szczotką, bo jemy ze skórą. Czosnek obieramy i kroimy na plasterki, pora siekamy bardzo drobno, po czym jedno i drugie wrzucamy na lekko podgrzany olej sezamowy. Dorzucamy czarnuszkę i dusimy aż się wszystko  lekko przyrumieni. W tym czasie kapustę pekińską i szałwię kroimy na drobne paseczki, a cukinię na cienkie talarki, i szałwię i cukinię BEZ kapusty dorzucamy do reszty razem z oregano i bazylią, mieszamy, i jeśli ktoś musi doprawić solą i pieprzem, to teraz. Dusimy aż cukinia trochę zmięknie.

W międzyczasie na suchej patelni prażymy na małym ogniu pestki słonecznika aż zaczną pachnieć, a z balsamico i musztardy robimy sos.  Jajka gotujemy na twardo, studzimy i kroimy.

Zawartość patelni/garnka przekładamy do miski, dokładamy surową kapustę pekińską, pestki słonecznika i jajka, polewamy sosem i gotowe.Sałatka z jajkiem

 

To samo danie można zrobić w formie sufletu – wtedy bez sosu balsamico-musztarda. Zawartość patelni mieszamy z kapustą pekińską i przekładamy do naczynia żaroodpornego. Na to wbijamy surowe  jaja i wkładamy do nagrzanego do 210 stopni piekarnika aż się wierzch zetnie. W ogóle zapiekanie pod jajem w piekarniku to fajna opcja. Miałam fazę, że wszystko tak jadłam.

Buraki z balsamico i z sezamem w opcji słodkiej lub ostrej

Komuś, kto chce siebie i innych żywić zdrowo, sezonowo i lokalnie, zimowy brak dóbr wszelakich mocno daje się we znaki. A jak się jeszcze rozpuściło konsumentów różnorodnością do tego stopnia, że ta sama potrawa na stole dwa dni z rzędu jest mocno frowned upon, to już koło czwartku temat surówki/sałatki jest sporym wyzwaniem. Na szczęscie jak już przerobiliśmy tartą marchewkę z rodzynkami – poniedziałek,  kapustę kiszoną z selerem – wtorek i ogórki kiszone z cebulą i natką – środa, tym samym wyczerpując polskie opcje warzywne, zawsze mamy jeszcze BURAKI. Yay !!

Wyśmiewany przez Francuzów ( Francuzi nie wyśmiewają tylko tego, co sami wynaleźli, a wynaleźli bardzo dużo, bo nawet to, co inni wynaleźli, to chyba jasne, bo są co do jednego genialni. Wychodzi na to, że wyśmiewają TYLKO buraki) i wzgardzany przez inne nacje (wykazujące się wyjątkową ignorancją nie tylko kulinarną, ale również kosmetyczno-historyczną, gdyż to właśnie niemu Afrodyta zawdzięczała swoją urodę !), burak ćwikłowy jest wysoce niedoceniamy i zdecydowanie za rzadko stosowany w kuchni, a tymczasem to prawdziwa kopalnia cennych właściwości, kto nie wierzy niech sobie zgoogluje i przygotuje się na długie czytanie.

Składniki :

2 duże buraki

Kilka łyżek czarnego sezamu

2-3 łyżki naprawdę dobrego balsamico

Opcja słodka :

Dwie szczypty cynamonu

Szczypta wanilii

Opcja ostra :

Łyżka chrzanu

Buraki myjemy i nieobrane gotujemy na parze w całości, jeśli mamy dużo czasu, jeśli mniej – pokrojone na pół lub na ćwiartki.  Gotując je ze skórą zachowujemy max właściwości, jakie się da zachować przy obróbce termicznej, plus po ugotowaniu skóra praktycznie sama schodzi, więc rączki pobrudzimy dopiero później 🙂

Obrane buraki kroimy na plastry.

Na suchej patelni prażymy sezam aż zacznie pachnieć, często mieszając żeby się nie przypalił.

Opcja słodka :

Pokrojone w plasterki buraki wrzucamy na patelnię na duży ogień i polewamy balsamico, przez chwilę gotujemy bez przykrycia żeby się trochę odparowało, dorzucamy cynamon i wanilię, zmniejszamy ogień i przez chwilę dusimy wszystko pod przykryciem. Mieszamy z sezamem i gotowe.

Opcja ostra :

Balsamico mieszamy z chrzanem i polewamy pokrojone buraki w plastry. Całość posypujemy sezamem.

ENJOY !Buraki

Marynowany łosoś na rukoli + rukolowe placki ziemniaczane

Od sylwestra stoi u nas w lodówce litrowa butelka z sokiem z cytryn, własnoręcznie wyciskanych przez Izę i Jamesa, przyniesiona do nas celem dodawania do drineczków. Niestety, mimo szczerych chęci i wielogodzinnych starań, nie przerobiliśmy wszystkiego, i tak sobie stoi, no bo jest to przecież produkt wysoce niezgodny z moimi poczynaniami kuchennymi. Ale kusi mnie, no. A że dziś czwartek i Łukasz właśnie wrócił z Makro z  3 kg łososia, to jednak pójdzie w użycie.

Danie przygotowujemy na dwa rzuty: rano marynujemy łososia, po pracy robimy resztę. Całość nie zajmie nam więcej niż 30 minut, a WARTO!

Składniki na 2 osoby:

Filet z łososia ok 30 dkg

125 g rukoli

2-3 cytryny / limonki

Łyżeczka sosu rybnego

1 łyżeczki sosu sojowego (jedna do marynaty, druga do pesto z lukoli)

Pieprz

5 ząbków czosnku

Łyżka musztardy

Łyżeczka miodu

Oliwa z oliwek

Łososia myjemy i kroimy ostrym nożem na plasterki. Jak ktoś nie ma ostrego noża to mój chłopak ma obsesję na tym punkcie i chętnie mu na pewno zaostrzy, tylko potem trzeba uważać na palce – mój paznokieć jeszcze nie odrósł.  Najlepiej żeby filet był gruby i zwięzły, będzie się lepiej kroił.DSC03901

Z limonek albo cytryn wyciskamy sok, mieszamy go z sosem sojowym i rybnym i z pieprzem, polewamy powstałym sosem pokrojonego łososia.DSC03903

Zostawiamy w lodówce i idziemy do pracy. Co ja właśnie teraz też robię, reszta wieczorem.

***

9 godzin później. Łosoś wyszedł fenomenalnie. Zjadłam połowę zanim jeszcze wyjęłam z toreb zakupy żeby zrobić placki.

Teraz czas na sos i placki:

Pesto: rukolę (kilka listków można zostawić do dekoracji), czosnek, sos sojowy i balsamico miksujemy blenderem z taką ilością oliwy, jak jest konieczna, żeby się dały zmiksować, ale nie więcej, ma być gęsto.  1/3 sosu odlewamy do miseczki, do reszty dodajemy miód i mieszamy.

Placki:

4-5 dużych ziemniaków

2 cebule

2 ząbki czosnku

Masło klarowane

Pieprz

3-4 łyżki mąki (ja wzięłam gryczaną ze względu na alergika)

1 jako (lub 4 przepiórcze – ditto)

Obrane ziemniaki, cebule i czosnek trzemy na małych oczkach, dodajemy do niech jajko/a, mąkę i pieprz do smaku. Sól możemy sobie naprawdę darować, placki będą tak aromatyczne, że nie zauważymy jej braku. Do tego wszystkiego dodajemy odlaną 1/3 sosu z rukoli. Mieszamy.

Na patelni rozgrzewamy masło klarowane, jak będzie gorące kładziemy łyżką placki z masy ziemniaczanej i przyklepujemy je żeby były w miarę cienkie. Smażymy równomiernie po obu stronach. W czasie jak część placków się smażyła, drugą część próbowałam zrobić w zdrowszej opcji pieczonej, ale wszystkie co do jednego przywarły na ament do blachy. Jednak po odskrobaniu i przerzuceniu na trochę na drugą stronę też były pyszne, więc dla niesmażących – blachę wysmarować GRUBO masłem klarowanym i tak samo poukładać masę łyżką. Może w nieprzywieraniu pomoże jeśli masło na blasze będzie już rozgrzane – teraz na to wpadłam.

Podajemy z sosikiem, kilkoma listkami rukoli i marynowanym łososiem. Placki z łososiem

PS. Jeżeli mamy taką możliwość, lepiej użyć łososia bałtyckiego, nie hodowlanego. Mięso jest jaśniejsze, nie takie różowe, ale moim zdaniem, sto razy smaczniejsze, zwłaszcza na surowo.

PS2.  Teksanka Cynthia, jak jej się dziś pochwaliłam podekscytowana, że tak mi się fajnie w domu marynuje łosoś w cytrynie, spojrzała na mnie pobłażliwie i powiedziała:  A, robisz ceviche?

No naprawdę, WSZYSTKO już było?!

Jarmuż, szpinak i sałata rzymska z prażonym sezamem

Dobra, skończyłam Homeland, skończyłam milion-slajdowe tłumaczenie, wracam do żywych.

Dzisiejsza sałatka nie do końca wpisuje się w pięć przemian, bo i szpinak i sałata są pozasezonowe, ale za to fantastycznie usprawnia obolały po okresie świąteczno-noworocznym układ trawienny. A chłodną termikę sałaty i szpinaku podniesiemy musztardą, czosnkiem imbirem i prażonym sezamem.

W ogóle imbir zimą to mistrz, z racji swoich rozgrzewających właściwości (tylko nie suszony, można przegiąć), a po świętach to już wręcz przemistrz. Jak ktoś ma problemy z przemianą materii to imbir się kłania.

Składniki (1-2 osoby)

Kilkanaście liści jarmużu (bardziej ze środka)

Miseczka liści szpinaku

¼ sałaty rzymskiej

Dużo czosnku

Kawałek świeżego imbiru

Oliwa

Balsamico

Musztarda

Biały sezam niełuskany

 

Wszystkie liście myjemy, sałatę i szpinak zostawiamy do wyschnięcia, a jarmuż wrzucamy do wrzątku, który uprzednio posoliliśmy i do którego dodaliśmy łyżkę balsamico. Gotujemy pod przykryciem 8-10 minut.  Po tym czasie odlewamy, czekamy aż trochę obcieknie (ja trochę go wyciskam, jak pranie, bo mi się nie chce czekać),  kroimy na paseczki i razem ze szpinakiem i sałatą mieszamy w misce.

Na suchej patelni prażymy na małym ogniu sezam aż zacznie pachnieć, często mieszając, skubany się łatwo przypala.

Robimy sos: oliwę lub olej jaki tam lubimy, jak na bogato to może być na przykład przepyszny z pestek moreli, balsamico, i trochę musztardy mieszamy razem, do tego przez praskę (okropne słowo, ale lepsze niż wyciskarka) wyciskamy obrany czosnek i imbir. Mieszamy  – ma być gęsta zawiesina, dolewamy do zawartości miski, posypujemy świeżo uprażonym sezamem, zanosimy to wszystko na stół ozdobiony kółkiem z łysych gałązek, kokardek i dzwoneczków otoczonym masą igieł, czyli świątecznym  stroikiem, i oddajemy się zdrowej konsumpcji.  W normalnych okolicznościach puścilibyśmy sobie kawałek serialu, ale właśnie obejrzeliśmy ostatni odcinek ostatniego sezonu i jesteśmy w mini-żałobie.

Bardzo by mi pasował do tego marynowany w limonkach surowy łosoś, ale w domu znalazłam tylko pozostałe po sylwestrowych drineczkach 3 smętne limonki. Zero łososia. Będzie kiedy indziej. Zjadłam z wędzonym, też z sylwestra zresztą…Sałatka

Roladki wigilijne

Zakwas przelany do słoika czeka cierpliwie w lodówce na metamorfozę w barszczyk, czas zająć się sprawą towarzystwa. Zamiast banalnych pierogów czy uszek, proponuję coś dla wielbicieli słodko-ostrych smaków.

Składniki na około 30 roladek

Gotowe roladki

Farsz

2 szklanki  suszonych podgrzybków lub/i prawdziwków

1 szklanka suszonych śliwek

4 duże czerwone cebule

6-7-centymetrowy kawałek imbiru

5 (lub więcej jak ktoś lubi) ząbków czosnku

Chili

Pieprz

Sól

Grzyby zalewamy gorąca wodą. Zostawiamy na godzinę, po czym odlewamy wodę i wypłukane grzyby wrzucamy na patelnię na rozpuszczone masło klarowane. Dusimy pod przykryciem na małym ogniu około godziny, po czym odkładamy z całości 2-3 łyżki do miseczki.

Grzyby

W tym czasie myjemy śliwki i kroimy na paski. Obraną cebulę kroimy na piórka, a czosnek na plasterki. W garnku lub na patelni podgrzewamy lekko kilka łyżek oliwy i wrzucamy najpierw cebulę i czosnek, mieszamy, i po chwili dorzucamy śliwki i grzyby z drugiej patelni (oprócz tego, co w miseczce – na razie czeka) Mieszamy. Imbir obieramy i ścieramy na małych oczkach na talerzyk, a następnie to starte wyciskamy przez gazę do pozostałych składników.

Duszone skladniki

Doprawiamy ile lubimy chili, pieprzem i solą i dusimy do czasu, aż śliwki zaczną się rozpadać. Wtedy całość miksujemy blenderem na w miarę jednolitą –ale nie całkiem –masę.

Farsz

Ma wyjść konsystencja dżemu, więc ewentualny nadmiar płynu wlewamy przed miksowaniem do szklanki. Nie wyrzucamy, przyda się do naleśników.

Naleśniki

Niestety nie jestem mistrzynią proporcji ciasta naleśnikowego, ewidentnie nie odziedziczyłam tego akurat genu po babci Irence. Z grubsza trzymam się zasady dwa jajka – dwie szklanki mąki – dwie szklanki mleka/wody, a potem dolewam i dosypuję aż jest w miarę. I różnie to bywa. Hopefully jesteście lepsi w te klocki.

W każdym razie potrzebujemy mąkę, jajka, wodę gazowaną i masło klarowane.

Woda gazowana zamiast mleka, będzie zdrowiej, a różnicy nie zrobi żadnej. Mąka może być orkiszowa. Dolewamy też ten nadmiar płynu z masy grzybowo-śliwkowo-cebulowej, jeśli był, i dorzucamy te odłożone grzyby z miseczki. Miksujemy wszystko razem i smażymy naleśniki na dużej ilości masła klarowanego.

Gotowe jeszcze ciepłe naleśniki smarujemy grubo masą, rolujemy, odkrajamy brzydkie końcówki i kroimy na kilkucentymetrowe kawałki. Z jednego naleśnika wychodzą 4 roladki. Pyszne na zimno i na ciepło.Roladki

Ten farsz świetnie się również sprawdza w roladkach mięsnych – chociaż może niekoniecznie na wigilię 🙂