Mój pierwszy wpis evah!

Zakładam bloga! W zamyśle będzie to blog kulinarny, gdyż moje życie kręci się obecnie głównie wokół kuchni,  a ściślej – kuchni opartej na pięciu przemianach, ale będzie też o innych fajnych rzeczach.  Stąd błyskotliwy podtytuł bloga.

In no particular order:

Kuchnia pięciu przemian, książki, ciuchy, kosmetyki, buty, aranżacja wnętrz, torby, podróże, szukanie fajnych rzeczy w lumpeksach, oraz jeszcze buty.  Być może nawet podzielę się czasem głębokimi refleksjami, jakie są wynikiem każdego mojego spotkania z girls (to one, nota bene, kazały mi pisać bloga, zapomniawszy chyba o tym, że w nim będą wspomniane i teraz czekam na propozycje pseudonimów), które to każde spotkanie obfituje w analizy wszelkich aspektów życia, od poprawiania urody – NIGDY przez nas, poprzez bieżące choroby i dolegliwości naszych dzieci,  problemy, jakie mamy z rzeczonymi dziećmi, a także z naszymi oraz, bywa, nienaszymi facetami,  warszawskie życie kulturalne i towarzyskie i nasz w nim permanentnie niedostateczny udział, po modele różnych sprzętów poprawiających jakość życia kobiety. If you know what I mean.

Więcej o mnie na stronie „O mnie”, której jednak jeszcze nie ma, bo niestety nie jestem najostrzejszym nożem w szufladzie jeśli chodzi o komputerowe wywijasy i nie doszłam jeszcze jak ją dodać. Zaraz to zgłębię, a w międzyczasie przepis na danie, na które mam ostatnio fazę: brokuły duszone w bazylii z orkiszem i płatkami migdałowymi. Tylko że jak właśnie zajrzałam do lodówki  okazało się, że brokuły wyszły, za to jest kalafior romanesco. Spróbuję zrobić z nim i zobaczymy, która opcja smaczniejsza.

Składniki:

Łyżka sklarowanego masła

2-3 ząbki czosnku

Kilka różyczek z brokuła, może być z całego

Miseczka już ugotowanego orkiszu

Suszona bazylia

Płatki migdałowe

Ew. sól, pieprz, parmezan

Na rozgrzane masło klarowane wrzucamy pokrojone na plasterki dwa ząbki czosnku. Jak się zarumienią (ale nie spalą!!! – mały ogień!) dorzucamy przekrojone wzdłuż na pół różyczki brokułowe (najpierw tą płaską stroną do patelni, żeby się też przyrumieniły). To wszystko posypujemy suszoną bazylią – najlepiej suszoną przez siebie, a jak nie to w Żółtym Cesarzu mają taką dostarczaną przez panią z eko-gospodarstwa, która suszy zioła fachowo i są pyszne. Dusimy do względnej miękkości brokułów – ale żeby jeszcze były lekko chrupkie!! –  pod przykryciem, ewentualnie solimy i pieprzymy do smaku, ale dobra bazylia powinna wystarczyć, a sól wrogiem nerek! W międzyczasie na suchej patelni prażymy płatki migdałowe – na małym ogniu, często mieszając. Jak zaczną obłędnie pachnieć – są gotowe. Brokuły też już powinny być gotowe, dodajemy  do nich  uprzednio ugotowany orkisz (najpierw całą noc namoczony, potem gotowany od 2 do nawet 4 godzin, zależy od rodzaju, i pamiętamy, że wody po orkiszu nie wylewamy, bo to tzw. mleko orkiszowe, supermegaświetne na problemy skórne), mieszamy jeszcze chwilę i na talerz. Posypujemy uprażonymi płatkami migdałowymi albo,  jeśli już całkiem nie możemy żyć bez sera, parmezanem.

Możemy też polać odrobiną oleju lnianego, oczywiście kupionego prosto z lodówki, a nie od wesołego pana na słonecznym bazarku, zapewniając sobie tym samym zastrzyk omega-3 i jemy. I  jesteśmy szczęśliwi. Zwłaszcza jeśli akurat jest pora lunchu, dzieci są w szkole i w przedszkolu, a my nalejemy sobie jeszcze kieliszek Pessac-Léognan.

TADAAAAAAAAAM!

PS. Z brokułami jednak lepsze.

Advertisements

2 thoughts on “Mój pierwszy wpis evah!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s