Dynia duszona w tymianku i cebuli z fasolą mung i zielonym ryżem

Dziś będzie szybkie danie, lekkie i zrównoważone, w sam raz dla kogoś, kto poprzedniego dnia zabalował, i, dręczony wyrzutami sumienia, oraz lekkim bólem głowy,  chciałby to zrekompensować swemu biednemu organizmowi. I trochę go postawić na nogi.  Nie żebym mówiła z doświadczenia, bo mimo że rzeczywiście widziałam się wczoraj z girls, to jednak byłam samochodem. I dzięki Bogu, bo cytrynówka produkowana na czystym spirycie przez mamę gospodyni przemawiała do mnie bardzo przekonująco. Oczywiście pomysł, żeby samochód nocował na Wilanowie, podczas gdy ja poznam się bliżej zarówno z cytrynówką, jak i z pigwówką, jak to czyniły pozostałe girls, coraz bardziej wesołe i coraz częściej wyznające sobie nawzajem miłość wśród gwałtownych wybuchów wesołości oraz okazjonalnej łezki, powstał w moje głowie bardzo wcześnie, jednak skutecznie powstrzymał mnie fakt, że jako ta, co skrzyknęła przy okazji zbiórkę na Dom Samotnej Matki na dzisiejsze Kobiety Pistolety (1500m2 do wynjęcia, chodźcie, będzie fajnie!) musiałam stamtąd  zatachać do domu jakieś osiemset reklamówek z Rossmana. Pozostałam więc jedną z dwóch trzeźwych (trzy kieliszeczki, really – tzn. ja, bo druga trzeźwa smętne zero kieliszeczków, karmi piersią, biedna) w wirze postępującej wokół degrengolady. Nie przeszkodziło mi to jednak z zapałem poruszać z całą resztą wszystkich ważkich kwestii (operacje ust, przystojność doktora Noszczyka, jak szybko i bez użerania się przeprowadzić rozwód z orzekaniem o winie małżonka, gdzie wynająć ewentualnych detektywów i czy opcja „w sutannie” rzeczywiście jest skuteczna, kryzys finansowy wokół nas i brak regularnych wyjść na sushi i czy Michał Figurski jest przystojny – byłam jedyna w obozie na TAK, ale to tylko z nostalgii, gdyż jak pracował w Radiu Kolor kochałam się w jego głosie i non-stop wydzwaniałam na konkursy żeby ze mną pogadał, przez co przy okazji ciągle miałam jakieś zaproszenia na imprezy,  ale fanką jego obecnego biuściastego looku z falą też nie jestem, oraz czy zdrada to rzeczywiście taka zła rzecz jeśli druga strona o niej nie wie, i czy jak czyimś ideałem mężczyzny jest rudy z wyłupiastymi oczami to czy ten ktoś jest dziwny).

Dziś wieczorem baby shower innej z girls, i tym razem nie jadę samochodem. Możliwe zatem, że jutro nie będzie żadnego przepisu, więc akurat dzisiejszy będzie na jutro. A teraz na zakupy na bazarek i fasolka mung do namaczania!

Dynia duszona w tymianku i cebuli z fasolą mung i zielonym ryżem

Składniki (na 1-2 osoby)

Miseczka ugotowanej fasoli mung (przemiana wody)

7-10 ugotowanych jajek przepiórczych (ziemia)

Kawałek dyni, jakiejkolwiek (ziemia)

1 czerwona cebula (metal)

Łyżka świeżego tymianku, jak nie to świeżej bazylii (ogień)

Szklanka brązowego ryżu (metal)

Pęczek natki (drzewo)

3-4 ząbki czosnku (metal)

Oliwa z oliwek (ziemia)

Szklanka soku z ogórków kiszonych (drzewo)

Fasolę mung przed ugotowaniem zostawiamy na noc w wodzie. Samo gotowanie jest dość tricky, bo po pierwsze przy wrzeniu powstaje dziwna piana, a po drugie ta fasolka lubi się rozwalić na papkę. Z pianą radzimy sobie tak, że po doprowadzeniu do wrzenia i pojawieniu się piany wszystko przelewamy przez durszlak, płuczemy zimną wodą, nalewamy świeżej wody (ja wszystko gotuję w oligoceńskiej, ale co poniektórzy twierdzą, że to już pierdolec) i znowu doprowadzamy do wrzenia. Przykrywamy, ale nie całkiem szczelnie, żeby nie kipiało, i gotujemy na małym ogniu jakieś 15 minut, po czym wyłączamy ogień i zostawiamy pod przykryciem. Wtedy ziarenka zanim zdążą się rozwalić nasiąkną wodą i jest gites. Jednak nie zdziwcie się jak za pierwszym razem wam nie wyjdzie.

Aha, do gotowania wszelkich fasoli można wrzucić jakieś suszone wodorosty, wyjaśnię to innym razem, a na razie jeśli mamy w domu kombu, albo wakame to wrzucamy kilkucentymetrowy kawałek.

Dynię obieramy ze skórki, wykrajamy miąższ i kroimy na paseczki. UWAGA! Zanim wyrzucimy miąższ z dyni warto wyjąć z niego pestki, opłukać i wrzucić do piekarnika.  Są 100 razy lepsze niż kupione. Plus nie marnujemy jedzenia i jesteśmy eko.

Cebulę kroimy na cienkie półkrążki.

W proporcji 1 do 3 gotujemy ryż, z czego te 3 to woda pól na pół z sokiem z ogórków kiszonych – ryż ma być trochę kwaśny. Ryż płuczemy, po czym w wodzie z sokiem doprowadzamy do wrzenia, solimy jeśli musimy, i gotujemy pod przykryciem jakieś 20 minut, zależy od gatunku, więc lepiej weźmy taki, który wiemy z doświadczenia ile się gotuje mniej więcej, po czym szczelnie przykryty zostawiamy na trochę żeby wciągnął cały płyn. Zresztą tak samo gotujemy wszystkie zboża: najpierw porządnie płuczemy, a potem już nie wylewamy wody, w której się gotują!!

W tym czasie co ryż pije wodę, do małego garnka lejemy oliwę z oliwek, lekko podgrzewamy i wrzucamy cebulę. Solimy i pieprzymy do smaku i dusimy pod przykryciem 5 minut, po czym dorzucamy tymianek, mieszamy, i dorzucamy paski dyniowe. Pod przykryciem dusimy aż dynia trochę zmięknie. Ale nie za bardzo.

W tym czasie myjemy pęczek natki i wrzucamy  do plastikowej miski razem z czosnkiem. Polewamy trochę oliwą i blenderem miksujemy na miazgę. Jak za mało oliwy to dolewamy. Ale z umiarem,  ma mieć konsystencję musztardy, nie rzadszą. Można trochę posolić, albo zamiast oliwy dolać trochę sosu sojowego. Miękki już ryż dorzucamy do tej zielonej miazgi, mieszamy i mamy zielony ryż. Możemy zamiast natki użyć bazylii, rukoli albo koperku, ale natka jako przemiana drzewa będzie najlepsza jeśli poprzedniego dnia rzeczywiście się zbrataliśmy z cytrynówką.

Do garnka z dynią, cebulą i tymiankiem dorzucamy ugotowaną fasolkę mung i przekrojone na połówki jajka przepiórcze i chwilę ostrożnie mieszamy.

Zawartość garnka nakładamy na zielony ryż.

Voilà, wszystkie przemiany na talerzu, a i oko się cieszy w udręczonej głowie.

Na koniec, jeśli jesteśmy lekko wczorajsi,  nalewamy sobie kieliszek SaintChinian. A jeśli nie jesteśmy wczorajsi, to też nalewamy sobie kieliszek SaintChinian. Należy nam się, jak wczoraj byliśmy samochodem!

Advertisements

2 thoughts on “Dynia duszona w tymianku i cebuli z fasolą mung i zielonym ryżem

  1. Martu, to wyglada super, ale to jest cholerne skomplikowane… Poddałam się już przy powtórnym płukaniu fasolki. Takie rzeczy to ja będę jeść u ciebie, a sama idę robić z Miko zupę pomidorową;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s