Bazarek

Szybka zielona herba – absolutnie doskonała  Sencha Sakura z płatkami róży i marcepanem, na wzmocnienie nerw,  i lecę na bazarek zanim zapełni się paniami w średnim wieku wyposażonymi w wielgachne torby na kółkach i kilerskie zapędy, oraz mamami w opcji wózek + dziecko ślimaczące się pieszo  gromiącymi wzrokiem każdego, kto choćby spróbuje je niezdarnie wyminąć w wąskiej alejce, a już nie daj Boże zwrócić uwagę.  I żeby nie było, nie mam nic przeciwko ani mamom, ani dzieciom, ale nie od dziś wiadomo, że ten bazarek to nie plac zabaw! Ten bazarek to dżungla i tu trzeba umieć przeżyć!

Jestem wielką fanką bazarków. Zawsze jak gdzieś wyjeżdżam, pierwsze miejsce, jakie odwiedzam, to lokalny bazar. No, chyba że mają fajne sklepy z butami. Albo z niezbędnymi drobiazgami do domu. Albo z kosmetykami. Często jednak te wszystkie elementy się zgrabnie łączą na zasadzie dla każdego coś miłego i prędzej czy później ląduję w sekcji „żarcie”.  Oczywiście jeśli tak się akurat składa, że miejsce jest choć trochę egzotyczne i jest szansa na jakieś ciekawe lub wręcz nieznane mi regionalne produkty albo rośliny to jest to super bonus potęgujący doznania (na targu w Piombino tak mnie trafiła strzała Amora przy furce pana z mozzarellami, że byłam bliska rozbicia sobie pod nią namiotu i uwicia przytulnego gniazdka, dopiero powstrzymał mnie fakt, że targ jest tylko w środy), ale nawet podczas wyjazdów na działkę bazarek pod Różanem will do just fine.

Ale wracając do tego mojego Na Dołku. Mały dygres: Na Dołku już tylko z nazwy,  pierwotny Dołek, który obywatele Natolina z co dłuższym stażem jeszcze pamiętają i wspominają z sentymentem z racji wspaniałej „orężady” w torebkach foliowych serwowanej w jednej z dołkowych budek, już dawno został zabudowany osiedlem nowej generacji z zamkniętymi na osiem kłódek placami zabaw i wbudowanym panem z wącholem w kanciapie przy wejściu – na którym to osiedlu nota bene mieszkańcy mają przez naszą super zdzierczą spółdzielnię naliczane takie same czynsze jak my w starych blokach, więc z jakiej racji, ja się pytam, moje dzieci nie mają się bawić na ichnich placach zabaw???  Gdzie to ja byłam? A, bazarki. Bo co jak co, ale nie ma jak wejść w magiczne królestwo owocowo-warzywne z wszystkimi jego zapachami i kolorami i w spokojności dać się zainspirować, dokonać przemyśleń kulinarnych, a następnie powybierać jak królowa obmacując wszystko porządnie.

Taki luksus jednakże na moim bazarku dostępny jest tylko wcześnie rano, zanim się zakorkuje na ament. Stąd moja poranna depesza, mimo  niedzieli. Kiedyś jak chciałam kupić dużą ilość małych żółtych cukinii, na które jest dużo chętnych, to osłupiały pan Mirek powitał mnie przy prawie pustych stołach ze skrzynką sałaty rzymskiej w rękach rozpaczliwym: Nie powinna pani jeszcze spać?!

Oczywiście poza panem Mirkiem jest masa innych panów i pań – przez długi czas moim numerem jeden była pani Eko, ale jakoś straciłam do niej serce i prawie w całości ulokowałam je w panu Mirku, po kawałeczku zostawiając tylko dla pana Pomidorowego i panów Jabłkowych. Pan Mirek był kiedyś panem Sałatowym, ale jakoś niepostrzeżenie stał się panem Mirkiem. Tak ma na imię, dla jasności. Regularne u niego odwiedziny tak weszły mi w krew, że jak w zeszły weekend nas nie było, wysłałam do niego z listą zakupów mamę. Wyjaśniłam jej, w którym mniej więcej miejscu go szukać, jednak ten bazarek w godzinie szczytu naprawdę przypomina piekło na ziemi, i człowiek już sam nie wie, gdzie się kończy jeden stragan a zaczyna drugi, dzieci wrzeszczą, zdesperowane gospodynie wyrywają sobie z rąk ostatnie kalafiory, matki na środku alejki czyszczą mokrymi chusteczkami pociechy wdepnięte po kolana w pomidory, panie wyposażone w rollery masakrują kogo popadnie, a w tym wszystkim jeszcze przepycha się bez pardonu pani, która dowozi sprzedawcom gorące napoje, a że mama do rannych ptaszków nie należy, to zanim  tam dotarła już dżungla była w pełnym swingu, więc straciła z lekka orientację i zadzwoniła po wskazówki pomocnicze. Okazało się, że dobrze trafiła, ale jak mi opisała osobnika, co niby miał być panem Mirkiem, nabrałam wątpliwości i dla pewności pytam –Ale czy ma aparat na zębach? Chwila ciszy w słuchawce i nagle słyszę gromkie – A APARAT NA ZĘBACH PAN MA?!

Oczywiście odwiedzam również inne warszawskie bazarki jak się okazja nawinie, na przykład ten pod Halą Mirowską, gdzie są pan Patisonowy (nie jest to, sadly, Robert Pattison) i pan Ziołowy, plus jest podobno bardzo fajny pan na Placu Inwalidów, do którego jeszcze, mimo podejmowanych prób, nie udało mi się dojechać, ale jednak moje serce jest Na Dołku.

PS. Mile widziane dobre rady odnośnie fajnych bazarków i fajnych na nich pań i panów! Najbardziej przydałby mi się pan Pasternakowy…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s