Śniadanie

Glut ci wisi do pasa, ale jesteś bohaterskim Key Accountem i nie masz czasu się podrapać w d…, nie wspominając o położeniu się z gorączką do łóżka, a tu z przedszkola wydzwaniają żeby zabrać chorego Ziutka Juniora, bo rzęzi i dzieci się boją? A na drugą komórkę dzwoni żona z listą rzeczy, które masz po drodze kupić w aptece, bo ją rozkłada, a do wieczora ma spotkania?

Niech zgadnę – twoje śniadanie to brak śniadania, żona na szybko zjada to, co ma akurat pod ręką przygotowując Ziutka Juniora do przedszkola, siebie do pracy i ciebie też do pracy, bo to w końcu kobieta, więc jej ranek to piekło, natomiast Ziutek z lubością wcina kanapeczki posmarowane pysznym białym serkiem, bo zdrowy? I jeszcze z plasterkiem pomidorka, bo witaminy?

Zła wiadomość: chlebek, serek, mleczko, jogurciki i nabiał w ogóle, a także niesezonowe surowe warzywa i owoce, to najgorsze, co możesz i dziecku i sobie zapodać przy takiej pogodzie, zwłaszcza jeśli na dodatek jesteście podziębieni.  Wszystko to wychładza i zaglutowuje na ament.

Dobra wiadomość: poniżej alternatywne śniadanie, wcale nie takie pracochłonne,  w dodatku można zrobić na zapas i trzymać w lodówce. Śniadanie nie tylko pyszne, ale obfitujące w dobre węglowodany, które pójdą nam w mózg i dobry humor, a nie w bioderka, na dodatek zawierające rozgrzewające i wzmacniające odporność i metabolizm przyprawy. Imbir, kurkuma, cynamon, kardamon i wanilia to mistrzowski team.

Składniki na 2 osoby:

Porcja ugotowanego w kurkumie brązowego ryżu (czyli na dwie osoby 1 szklanka)

3 jabłka

Garść rodzynek

Pół płaskiej łyżeczka cynamonu

Wanilia – połowa tego, co cynamonu

5 ziarenek kardamonu

Gruby plasterek świeżego imbiru (NIGDY imbir suszony, można sobie zrobić kuku)

Zadanie na wieczór:

Ryż zalać w garnku zimną wodą w proporcji 1 do 3, wrzucić plasterek imbiru, dosypać kurkumy i doprowadzić do wrzenia. Można do ryżu dosypać kardamon. I teraz uwaga. Kardamon to takie zielone ziarenka w środku wypełnione twardymi ciemnymi grudkami. Interesują nas te grudki, wyjmujemy je i zgniatamy w moździerzu i w takiej postaci używamy w kuchni. Robimy to przed samym użyciem, nie na zapas, dzięki temu zachowujemy maksimum cennych właściwości tej przyprawy.

Doprowadzony do wrzenia ryż i gotujemy na małym ogniu pod nieszczelnym przykryciem (żeby nie kipiało) 15 minut, po czym wyłączamy grzanie, przykrywamy już szczelnie i idziemy spać.

Zadanie na rano:

Jak już dotrzemy  do kuchni i  otworzą się nam oczy, kroimy w miarę drobno jabłka (ma wyjść ich tyle ile mamy ryżu, czyli w proporcji pół na pół) i wraz z garścią lub dwiema rodzynek wrzucamy na suchą patelnię i podlewamy odrobiną wody. Mieszamy, dodajemy cynamon i wanilię, znowu mieszamy i zostawiamy pod przykryciem na 10 minut żeby się dusiło we własnym sosie. W tym czasie, jeśli jesteśmy kobietą, ogarniamy siebie, dzieci i i budzimy męża, jeśli jesteśmy mężczyzną, to nie wiem co, szczerze mówiąc, bo nie znam takich, co robią dzieciom śniadanie.

Wczorajszy ryż w garnku powinien był wypić całą wodę, ale nawet jeśli nie, wszystko z garnka przekładamy na patelnię (wyjąwszy uprzednio ten plasterek imbiru, ja z reguły zapominam i przypomina mi o tym dopiero wrzask tego z dzieci, które go tym razem ugryzło), której zawartość powinna już obłędnie pachnieć.

Mieszamy i voilà!

Jeżeli jabłka są słodkiej odmiany, nasz dań będzie wystarczająco słodki bez żadnych zbędnych cukrów dodatkowych. Jeśli jednak nam jeszcze mało słodyczy, można dorzucić trochę ksylitolu.

Zamiast ryżu może być każda kasza, no, może oprócz gryczanej. Jaglana, orkiszowa, owsiana, quinoa – you name it. Jabłka można zastąpić gruszkami lub sezonowymi owocami , można dodać jakie chcemy orzechy lub nasiona,  zamiast rodzynek – pokrojone w kostkę suszone morele lub śliwki, polecam też waszej uwadze jagody goji, które są prawdziwą kopalnią cennych składników, jednak w smaku są lekko cierpkie i moim dzieciom nie wchodzą, musze je kamuflować. Na szczęście tę sztukę mam opanowaną do perfekcji od czasu jak moja córka nie jadła nic zielonego oprócz pesto, w związku z czym wszystko co się pojawiało u niej na talerzu było pesto: z brokułów, z natki, z brukselki, ba – nawet z papryki.  Wcinała jak wściekła. Syn natomiast, który odmawia stanowczo spożywania jakichkolwiek warzyw oprócz kiszonych ogórków i kapusty, dostaje drobno posiekane kalafiorki jako kaszę jęczmienną, a rozdziabdzianą cukinię jako ryżyk i jest gites.

Advertisements

2 thoughts on “Śniadanie

  1. A ja wczoraj dzwoniłam z prośbą o alternatywę dla nabiału na śniadanko tudzież kolacyjkę dla brzdąca mego i o…proszę…:-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s