A to feler…

… westchnął seler.

Feler, w rzeczy samej: w jesienno-zimowej biedzie powinniśmy niemalże wysysać każdy cenny sok z tego superzdrowego, choć może niespecjalnie urodziwego, warzywa, a tymczasem pokażcie mi osobę, która lubi selera. Jest to warzywo ogólnie traktowane po macoszemu,  wrzucane z łaski do zupy tylko po to, by zaraz po jej ugotowaniu zmarnieć nędznie w koszu na śmieci, ewentualnie raz w roku dokładane do sałatki jarzynowej.

Oto kilka rzeczy, których, założę się, nie wiedzieliście o selerze:

–  zawiera witaminy A, C, E, witaminy z grupy B (B1, B2) oraz jest źródłem magnezu, fosforu, wapnia i żelaza, co z kolei sprawia że działa dobroczynnie na wielu polach ( magnez – profilaktyka nowotworowa, fosfor i wapń – odkwaszanie organizmu, etc),

– zawiera masę przeciwutleniaczy, a także flawonoidów, które kupujemy za grubą kasę w aptece w postaci suplementów, zamiast wydać na bazarku 3 zyle na selera,

– sprawdza się świetnie w postaci coporannego soku, zamiast modnych i znowu nienajtańszych soków z granatu i noni, wzmacniając organizm, poprawiając stan skóry, włosów i paznokci,  likwidując obrzęki, pobudzając przemianę materii, pracę nerek i wątroby oraz uspokajając system nerwowy.,

– wspomaga leczenie górnych dróg oddechowych i chorób płuc,

– obecność wapnia czyni zeń prawdziwego sprzymierzeńca tych matek, które niechętne są faszerowaniu swoich dzieci syfami typu Danonki, a którym się wmawia, że bez tego typu pysznych i zdrowych przekąsek kości ich dzieci najpierw się połamią na kawałki, a następnie całkiem znikną,

– i na koniec mój as w rękawie: zawarte w nim w dużych ilościach żelazo ma bezpośredni wpływ na syntezę SEROTONINY i DOPAMINY, których, jak wiemy, nigdy dość, zwłaszcza w listopadzie, a gdyby jeszcze to was nie przekonało, jest również niezbędne do produkcji kolagenu i elastyny. Ergo – zamiast wywalać grubą kasę w Sephorze, jedzmy selera.

Nieźle, co?

No, ale pozostaje nieszczęsna kwestia smaku, przez ogół populacji uznawanego za nie teges.

Dlatego też pozwoliłam sobie przeprowadzić eksperyment kulinarno-poznawczy z udziałem selera.

Mianowicie zrobiłam na jego bazie sałatkę, którą następnie zaserwowałam ośmioosobowej grupie osobników w wieku 26-34. Osobnicy, donoszę z satysfakcją, zajadali aż im się trzęsły przysłowiowe uszy, a moja przyjaciółka R. zapytawszy z ciekawością pokazując na kawałek selera, co to jest i otrzymawszy informację, iż seler właśnie, powiedziała:  – O. Ale ja przecież nie lubię selera.

Sałatka z selera w kurkumie, duszonej cebuli, kiełków słonecznika i orzeszków ziemnych

Składniki:

Średniej wielkości seler

Kiełki słonecznika

10 -15 deko orzeszków ziemnych niesolonych

1 duża cebula, najlepiej czerwona

Chili

Pieprz

Sól ewentulanie

Sos: balsamico, oliwa

Selera obieramy, kroimy w dużą kostkę i gotujemy z płaską łyżeczką kurkumy aż zmięknie, odcedzamy. Cebulę obieramy, kroimy w cienkie piórka i dusimy na odrobinie oliwy z chili, pieprzem i odrobiną soli przez 3 minuty. Kiełki płuczemy. Orzeszki ziemne płuczemy i podprażamy na suchej patelni.

Mieszamy oliwę z balsamico w proporcji 2:1.

Wrzucamy wszystkie ingrediencje razem do miski, i ciepłe i zimne, polewamy sosikiem i od razu serwujemy.

Nie muszę nawet mówić Enjoy, dopamina i serotonina zrobią swoje, a zmarchy będą wam znikać w oczach. I na oczach.

PS. Seler tarty na dużych oczkach świetnie się również sprawdza jako dodatek to wszelkiej chińszczyzny. Zgodnie z zasadą, że z sosem sojowym wszystko dobrze smakuje 🙂

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s