Szybka sałatka na po pracy

No wiem, miałam zrobić wołowinę w winie, i ten obiecany pasternak, ale jestem zupełnie nieogarnięta. Od zeszłego tygodnia oglądam nałogowo cięgiem Sons of Anarchy i nie jestem w stanie się oderwać. Wciągnęło mnie na ament. Biedne dzieci chodzą wokół mnie z kolejnymi petycjami, wśród których prym wiodą: Głodny/a jestem oraz Pobawisz się ze mną, że ty mnie łapiesz, a ja uciekam, ale mnie nie doganiasz?, a ja siedzę przed kompem w słuchawkach, z wypiekami, i, dla kamuflażu, z rękami na klawiaturze, z jedną odpowiedzią: Zaraz, kochanie, mamusia ma ważne tłumaczenie. Tak więc w ostatnim tygodniu moje kulinarne osiągi polegały na ugotowaniu dużej ilości płatków owsianych z owocami suszonymi na cztery śniadania z rzędu, oraz dużej ilości ziemniaków, żeby potem je odsmażać, dla urozmaicenia za każdym razem z inną przyprawą, bo każdy wie, że ziemniaki z czarnuszką i jajkiem sadzonym to zupełnie inny dań niż ziemniaki z koperkiem i jajkiem sadzonym.

Jedyny wyjątek od tej patologicznej, acz bardzo przyjemnej, rutynki miał miejsce w niedzielę, kiedy to w ramach przygotowań do świąt, na które mam ambitny plan upiec gęś i testuję opcje, upiekłam  kaczkę, luźno inspirując się tym przepisem http://www.kwestiasmaku.com/kuchnia_polska/kaczka/kaczka_w_pomaranczach/przepis.html i zerkając tęsknie na kompa.

Była przepyszna, tylko ostrożnie z tym anyżem. Pięć gwiazdek to dużo, chyba że ktoś jest dzikim fanem. Kaczkę pożarliśmy w pięć minut, natomiast calutki dom jedzie nią do dziś, łącznie ze wszystkimi ciuchami, jakie znajdowały się w promieniu 15 metrów od piekarnika. Dość boleśnie się o tym przekonałam w poniedziałek wieczorem, kiedy to siedziałam sobie w eleganckim miejscu oglądając pokaz mody, a tu nagle do moich nozdrzy zaczął przenikać uparcie i nieubłaganie mało przyjemny zapach – coś jakby usiadł koło mnie spocony rugbysta po meczu i jadł golonkę. Podejrzliwie rozejrzałam się po towarzyszach, ale ani siedzące przede mną obserwowane przez osiemnaście kamer Maja Sablewska i Natalia Lesz, ani siedząca obok mnie piękna jak zwykle Aśka, ani nawet Jacyków wiercący się z drugiej strony i pokrzykujący w regularnych odstępach czasu: Mam nowe okulary, NIC nie widzę!!! nie stanowili źródła emisji smrodku, i dopiero gdy mój wzrok padł na mój nieoddany do szatni płaszcz, sprawa się wyjaśniła. Płaszcz w niedzielę wisiał jakieś 3 metry od piekarnika, i teraz będę już mogła w nim chodzić tylko na walki bokserskie. Co mam w zwyczaju.

A  jeśli chodzi o pasternak, totalnie nie moja wina:  w środę dwa tygodnie temu pan Ziółko ZAPOMNIAŁ, że mi obiecał dostawę, o czym dowiedziałam się oczywiście już na miejscu, a tydzień temu syn był chory (dla odmiany) i nie miałam jak pojechać, mimo że sterroryzowany przeze mnie pan Ziółko już przysięgał, że nie zapomni, a dziś mogę się nie wyrobić, bo jutro jadę z córką do Rzymu i muszę jeszcze nas ubezpieczyć, wymienić kolekcję awizo na permanentnie oblężonej poczcie na pakiet poleconych, w czym pewnie większość od cholernej spółdzielni, oraz ugotować zapas żarcia dla syna, żeby jego biedny tata miał jakąś alternatywę dla grzanek z szynką na te 4 dni.

Ale żeby nie było że z pustymi rękami, proponuję szybką sałatkę na listopadowy wieczór, rozgrzewającą i wyględną. Kalafior już powoli znika, skorzystajmy jeszcze z tego ostatniego rzutu. Chłodną termikę kalafiora podniesiemy kurkumą, a dodanie do całości pora jeszcze nasz dań rozgrzeje. W ogóle przyjaciel por powinien na stałe zagościć w naszym jesiennym jadłospisie, to kojelne warzywo cud, superzdrowe i łągodne dla kieszeni.

Kalafior w kurkumie z suszonymi pomidorami, prażonymi pestkami dyni i porem

Składniki:

Różyczki kalafiora gotowanego w kurkumie

Suszone (na słońcu albo samodzielnie ) pomidory

1/3 pora

Garść prażonych pestek dyni

Kilka kaparów

Oliwa lub olej

Balsamco

Pieprz

Sól

Kalafiora gotujemy z solą i kurkumą jakieś 15 minut – ma nie być za miękki. Odlewamy.

Pomidory (najlepiej kupować w suchej postaci, bo te w słoikach mają masę syfu, tylko sprawdźmy najpierw czy nie są konserwowane jakimś związkiem siarki) namaczamy w gorącej wodzie 30 minut i odsączamy.

Pora kroimy na cieniutkie paseczki.

Na suchej patelni prażymy pestki.

Wrzucamy wszystko do miski, może być jeszcze ciepłe, mieszamy, polewamy sosem z oliwy, balsamico i pieprzu, ewentualnie dosalamy jak nam mało, i ECCO!

Buon appetito!

Postaram się zadepeszować z jakiegoś rzymskiego targu.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s