Buraki z balsamico i z sezamem w opcji słodkiej lub ostrej

Komuś, kto chce siebie i innych żywić zdrowo, sezonowo i lokalnie, zimowy brak dóbr wszelakich mocno daje się we znaki. A jak się jeszcze rozpuściło konsumentów różnorodnością do tego stopnia, że ta sama potrawa na stole dwa dni z rzędu jest mocno frowned upon, to już koło czwartku temat surówki/sałatki jest sporym wyzwaniem. Na szczęscie jak już przerobiliśmy tartą marchewkę z rodzynkami – poniedziałek,  kapustę kiszoną z selerem – wtorek i ogórki kiszone z cebulą i natką – środa, tym samym wyczerpując polskie opcje warzywne, zawsze mamy jeszcze BURAKI. Yay !!

Wyśmiewany przez Francuzów ( Francuzi nie wyśmiewają tylko tego, co sami wynaleźli, a wynaleźli bardzo dużo, bo nawet to, co inni wynaleźli, to chyba jasne, bo są co do jednego genialni. Wychodzi na to, że wyśmiewają TYLKO buraki) i wzgardzany przez inne nacje (wykazujące się wyjątkową ignorancją nie tylko kulinarną, ale również kosmetyczno-historyczną, gdyż to właśnie niemu Afrodyta zawdzięczała swoją urodę !), burak ćwikłowy jest wysoce niedoceniamy i zdecydowanie za rzadko stosowany w kuchni, a tymczasem to prawdziwa kopalnia cennych właściwości, kto nie wierzy niech sobie zgoogluje i przygotuje się na długie czytanie.

Składniki :

2 duże buraki

Kilka łyżek czarnego sezamu

2-3 łyżki naprawdę dobrego balsamico

Opcja słodka :

Dwie szczypty cynamonu

Szczypta wanilii

Opcja ostra :

Łyżka chrzanu

Buraki myjemy i nieobrane gotujemy na parze w całości, jeśli mamy dużo czasu, jeśli mniej – pokrojone na pół lub na ćwiartki.  Gotując je ze skórą zachowujemy max właściwości, jakie się da zachować przy obróbce termicznej, plus po ugotowaniu skóra praktycznie sama schodzi, więc rączki pobrudzimy dopiero później 🙂

Obrane buraki kroimy na plastry.

Na suchej patelni prażymy sezam aż zacznie pachnieć, często mieszając żeby się nie przypalił.

Opcja słodka :

Pokrojone w plasterki buraki wrzucamy na patelnię na duży ogień i polewamy balsamico, przez chwilę gotujemy bez przykrycia żeby się trochę odparowało, dorzucamy cynamon i wanilię, zmniejszamy ogień i przez chwilę dusimy wszystko pod przykryciem. Mieszamy z sezamem i gotowe.

Opcja ostra :

Balsamico mieszamy z chrzanem i polewamy pokrojone buraki w plastry. Całość posypujemy sezamem.

ENJOY !Buraki

Marynowany łosoś na rukoli + rukolowe placki ziemniaczane

Od sylwestra stoi u nas w lodówce litrowa butelka z sokiem z cytryn, własnoręcznie wyciskanych przez Izę i Jamesa, przyniesiona do nas celem dodawania do drineczków. Niestety, mimo szczerych chęci i wielogodzinnych starań, nie przerobiliśmy wszystkiego, i tak sobie stoi, no bo jest to przecież produkt wysoce niezgodny z moimi poczynaniami kuchennymi. Ale kusi mnie, no. A że dziś czwartek i Łukasz właśnie wrócił z Makro z  3 kg łososia, to jednak pójdzie w użycie.

Danie przygotowujemy na dwa rzuty: rano marynujemy łososia, po pracy robimy resztę. Całość nie zajmie nam więcej niż 30 minut, a WARTO!

Składniki na 2 osoby:

Filet z łososia ok 30 dkg

125 g rukoli

2-3 cytryny / limonki

Łyżeczka sosu rybnego

1 łyżeczki sosu sojowego (jedna do marynaty, druga do pesto z lukoli)

Pieprz

5 ząbków czosnku

Łyżka musztardy

Łyżeczka miodu

Oliwa z oliwek

Łososia myjemy i kroimy ostrym nożem na plasterki. Jak ktoś nie ma ostrego noża to mój chłopak ma obsesję na tym punkcie i chętnie mu na pewno zaostrzy, tylko potem trzeba uważać na palce – mój paznokieć jeszcze nie odrósł.  Najlepiej żeby filet był gruby i zwięzły, będzie się lepiej kroił.DSC03901

Z limonek albo cytryn wyciskamy sok, mieszamy go z sosem sojowym i rybnym i z pieprzem, polewamy powstałym sosem pokrojonego łososia.DSC03903

Zostawiamy w lodówce i idziemy do pracy. Co ja właśnie teraz też robię, reszta wieczorem.

***

9 godzin później. Łosoś wyszedł fenomenalnie. Zjadłam połowę zanim jeszcze wyjęłam z toreb zakupy żeby zrobić placki.

Teraz czas na sos i placki:

Pesto: rukolę (kilka listków można zostawić do dekoracji), czosnek, sos sojowy i balsamico miksujemy blenderem z taką ilością oliwy, jak jest konieczna, żeby się dały zmiksować, ale nie więcej, ma być gęsto.  1/3 sosu odlewamy do miseczki, do reszty dodajemy miód i mieszamy.

Placki:

4-5 dużych ziemniaków

2 cebule

2 ząbki czosnku

Masło klarowane

Pieprz

3-4 łyżki mąki (ja wzięłam gryczaną ze względu na alergika)

1 jako (lub 4 przepiórcze – ditto)

Obrane ziemniaki, cebule i czosnek trzemy na małych oczkach, dodajemy do niech jajko/a, mąkę i pieprz do smaku. Sól możemy sobie naprawdę darować, placki będą tak aromatyczne, że nie zauważymy jej braku. Do tego wszystkiego dodajemy odlaną 1/3 sosu z rukoli. Mieszamy.

Na patelni rozgrzewamy masło klarowane, jak będzie gorące kładziemy łyżką placki z masy ziemniaczanej i przyklepujemy je żeby były w miarę cienkie. Smażymy równomiernie po obu stronach. W czasie jak część placków się smażyła, drugą część próbowałam zrobić w zdrowszej opcji pieczonej, ale wszystkie co do jednego przywarły na ament do blachy. Jednak po odskrobaniu i przerzuceniu na trochę na drugą stronę też były pyszne, więc dla niesmażących – blachę wysmarować GRUBO masłem klarowanym i tak samo poukładać masę łyżką. Może w nieprzywieraniu pomoże jeśli masło na blasze będzie już rozgrzane – teraz na to wpadłam.

Podajemy z sosikiem, kilkoma listkami rukoli i marynowanym łososiem. Placki z łososiem

PS. Jeżeli mamy taką możliwość, lepiej użyć łososia bałtyckiego, nie hodowlanego. Mięso jest jaśniejsze, nie takie różowe, ale moim zdaniem, sto razy smaczniejsze, zwłaszcza na surowo.

PS2.  Teksanka Cynthia, jak jej się dziś pochwaliłam podekscytowana, że tak mi się fajnie w domu marynuje łosoś w cytrynie, spojrzała na mnie pobłażliwie i powiedziała:  A, robisz ceviche?

No naprawdę, WSZYSTKO już było?!

Jarmuż, szpinak i sałata rzymska z prażonym sezamem

Dobra, skończyłam Homeland, skończyłam milion-slajdowe tłumaczenie, wracam do żywych.

Dzisiejsza sałatka nie do końca wpisuje się w pięć przemian, bo i szpinak i sałata są pozasezonowe, ale za to fantastycznie usprawnia obolały po okresie świąteczno-noworocznym układ trawienny. A chłodną termikę sałaty i szpinaku podniesiemy musztardą, czosnkiem imbirem i prażonym sezamem.

W ogóle imbir zimą to mistrz, z racji swoich rozgrzewających właściwości (tylko nie suszony, można przegiąć), a po świętach to już wręcz przemistrz. Jak ktoś ma problemy z przemianą materii to imbir się kłania.

Składniki (1-2 osoby)

Kilkanaście liści jarmużu (bardziej ze środka)

Miseczka liści szpinaku

¼ sałaty rzymskiej

Dużo czosnku

Kawałek świeżego imbiru

Oliwa

Balsamico

Musztarda

Biały sezam niełuskany

 

Wszystkie liście myjemy, sałatę i szpinak zostawiamy do wyschnięcia, a jarmuż wrzucamy do wrzątku, który uprzednio posoliliśmy i do którego dodaliśmy łyżkę balsamico. Gotujemy pod przykryciem 8-10 minut.  Po tym czasie odlewamy, czekamy aż trochę obcieknie (ja trochę go wyciskam, jak pranie, bo mi się nie chce czekać),  kroimy na paseczki i razem ze szpinakiem i sałatą mieszamy w misce.

Na suchej patelni prażymy na małym ogniu sezam aż zacznie pachnieć, często mieszając, skubany się łatwo przypala.

Robimy sos: oliwę lub olej jaki tam lubimy, jak na bogato to może być na przykład przepyszny z pestek moreli, balsamico, i trochę musztardy mieszamy razem, do tego przez praskę (okropne słowo, ale lepsze niż wyciskarka) wyciskamy obrany czosnek i imbir. Mieszamy  – ma być gęsta zawiesina, dolewamy do zawartości miski, posypujemy świeżo uprażonym sezamem, zanosimy to wszystko na stół ozdobiony kółkiem z łysych gałązek, kokardek i dzwoneczków otoczonym masą igieł, czyli świątecznym  stroikiem, i oddajemy się zdrowej konsumpcji.  W normalnych okolicznościach puścilibyśmy sobie kawałek serialu, ale właśnie obejrzeliśmy ostatni odcinek ostatniego sezonu i jesteśmy w mini-żałobie.

Bardzo by mi pasował do tego marynowany w limonkach surowy łosoś, ale w domu znalazłam tylko pozostałe po sylwestrowych drineczkach 3 smętne limonki. Zero łososia. Będzie kiedy indziej. Zjadłam z wędzonym, też z sylwestra zresztą…Sałatka