Obiad w groszki

Jak mówią mądrzy ludzie, każdy koniec jest początkiem… Tak więc koniec szparagów jest początkiem groszku i ciągłość bazarkowego szczęścia zostaje podtrzymana. Mądra ta natura.

Mój sposób na groszek? Zblanszować na maśle klarowanym z odrobiną soli.  Pyszny z ryżem, albo z młodymi ziemniakami i ziołami, albo z pieczonymi pomidorami i czosnkiem…  ze wszystkim w zasadzie.

Moja propozycja: z kalafiorem (nie musi być fioletowy, zdaję sobie sprawę, że nie każdy może wpaść do pana Ziółko. Niektórzy na przykład PRACUJĄ. Jednak fioletowy z zielonym wygląda PRZEPIĘKNIE – dowód:Groszek z kalafiorem

), cieciorką i serem pecorino.

Składniki na 1 osobę:

Miseczka groszku w strączkach

Garść cieciorki (pisałam już kiedyś o gotowaniu cieciorki, ale nie umiem zamieszczać linków do siebie samej . A jak komuś się nie chce bawić, może być ze słoika, do kupienia w każdej zdrowej żywności i bez konserwantów)

1/3 kalafiora

Łyżka masła klarowanego

Szczypta soli

Pieprz do smaku

Ew. oliwa

Kalafiora dzielimy na małe części i gotujemy na parze aż trochę zmięknie (jakieś 10-15 minut). W tym czasie myjemy groszek, wyjmujemy ze strączków obcinając końcówkę i (jak ma), łyko i wszystko razem wrzucamy na rozgrzane na patelni masło klarowane. Solimy i blanszujemy kilka minut aż się przyrumienią strąki, dorzucamy ugotowanego kalafiora i ciecierzycę. Czas na pieprz do smaku, ewentualnie trochę oliwy. Posypujemy pokrojonym albo grubo startym pecorino. Mniam.

PS. Jak ktoś  nie je nabiału, można zamiast pecorino posypać koperkiem. To się zresztą tyczy wszystkich potraw świata, nie ma takiej rzeczy, która nie byłaby smaczniejsza z koperkiem. Howgh.Groszek z kalafiorem i cieciorką

Reklamy

Sałatka z młodymi ziemniakami i serem solankowym

Postanowiłam podzielić się ze światem daniem, które jem codziennie od dwóch tygodni i jeszcze mi się nie znudziło, ba! – ze strachem myślę o zbliżającym się turnusie w nadmorskiej Jagodzie, gdzie będę zmuszona je zamienić na schaboszczaki i fasolki po bretońsku.  Podobnie jak wiele innych genialnych (nie bójmy się tego słowa) wynalazków powstało zupełnym przypadkiem. Po prostu wszystkie składniki akurat były w zasięgu ręki jak byłam wściekle głodna.

Podczas ostatniego mojego tłumaczenia w Poznaniu  trafiłam do Lidla i odkryłam fantastyczny produkt. Nazywa się Greek Style Salad Cheese, czyli nic innego jak ser solankowy wytwarzany tak jak feta, tylko że nie może nazywać się feta, bo jest z mleka krowiego, no i feta jest nazwą zastrzeżoną dla serów greckich. Kosztuje całe 5 złotych za 250 g i jest najsmaczniejszym serem solankowym, jaki w życiu jadłam. IMG_0792

Mój organizm domaga się go bezustannie (lubię uważać, że to naturalna reakcja na upał, ale w chwilach samokrytyki dopuszczam myśl, że to jednak łakomstwo)  i niewykluczone, że w końcu wykupię cały zapas. Nie muszę chyba dodawać, że zostałam najwierniejszą klientką Lidla, bo miałam się już ku nim bo po pstrągu łososiowym i winku des Moines.  A konkurencja jest spora.

No więc wcinam ten ser non-stop (zabiałczając sobie nieubłaganie organizm, tak, wiem), stąd jego miejsce w poniższym daniu. Reszta – zupełny przypadek. Ale jakże trafiony!

Składniki

Składniki na 1 osobę:

100 g sera solankowego

Garść ugotowanych młodych ziemniaków – jak jest gorąco polecam gotowanie na parze – najmniej dogrzewa termicznie produkty

Dojrzały pomidor

Garść listków bazylii (tu akurat występuje czerwona, ale nie ma znaczenia)

Garść malin

Oliwa

Pieprz do smaku. Sól można sobie darować, bo ser solankowy jest dość słony.

Kroimy

No co tu dużo gadać. Ser, pomidora i bazylię pokroić, wszystko razem pomieszać  z malinami i ziemniakami, polać oliwą i posypać pieprzem.  Niebo w gębie. If I say so myself.Sałatka sezonowa

PS. Któregoś dnia z braku malin wykonałam wersję bardziej wytrawną z czarnymi suszonymi oliwkami i też było pysznie.